Trekking na nartach przełajowych po parku narodowym Urho Kekkonena w Finlandii, 2026
Park Narodowy Urho Kekkonena znajduje się w fińskiej Laponii, 250 km powyżej koła polarnego. Jest drugim co do wielkości obszarem chronionym tego kraju. Charakteryzuje się rozległymi terenami podmokłymi i obszarami leśnymi, które przecina pasmo wysokich, skalistych wzgórz. W zależności od wysokości na poziomem morza występująca tu roślinność jest typowa albo dla tajgi albo dla tundry.
W odległości jednego dnia marszu od sąsiadujących ze sobą popularnych miejscowości turystycznych Kiilopää i Saariselkä jest wytyczonych kilkanaście dobrze oznakowanych i licznie uczęszczanych tras dla narciarstwa biegowego. Znajdują się one w tzw. części rekreacyjnej parku narodowego. Dalej, w głębi parku w tzw. strefie dzikiej przyrody występują już tylko nieoznakowane letnie szlaki trekkingowe, wzdłuż których można spotkać drewniane chatki wyposażone w podstawowe udogodnienia dla turystów. Ponieważ letnie szlaki są tu nieoznakowane, posiadanie dobrych map jest absolutnie niezbędne.
W tej części parku nie ma też oznakowanych szlaków zimowych. Stąd, narciarze przemierzają dzikie tereny mniej więcej po nieoznakowanych letnich szlakach oraz tyczą własne trasy, które zazwyczaj prowadzą od chatki do chatki możliwie najkrótszą drogą. Bardzo często się zdarza, że takie improwizowane zimowe szlaki wiodą przez zamarznięte jeziora i wymagają pokonywania rzeczek przez śnieżne mosty. Dlatego też wędrowanie zimą po tym parku narodowym wymaga dużego doświadczenia, zwłaszcza że praktycznie nie ma tu zasięgu telefonii komórkowej. Zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa w zimie mają tu takie czynniki jak: posiadanie dokładnych map terenu i praktyczna umiejętność orientacji w terenie, posiadanie odpowiedniego wyposażenia zimowego i umiejętności korzystania z niego oraz posiadanie dobrej kondycji fizycznej.
W parku narodowym Urho Kekkonena spędziłem kilkanaście dni wędrując na nartach przełajowych i ciągnąc za sobą pulki transportowe (rodzaj sań w postaci skrzyni). Trasa na ogół przebiegała przez sosnowe lasy, po bezleśnych pagórach albo wzdłuż rwących rzeczek przepływających przez liczne zamarznięte jeziora. Na ogół temperatura powietrza była ujemna, ale było wtedy słonecznie i bezwietrznie. Wyjątek stanowił jeden cały dzień, gdy akurat pokonywałem bezleśne grzbiety wysokich pagórów. Rozpętała się wtedy zamieć śnieżna ograniczająca widoczność do kilkudziesięciu metrów. Zmusiło mnie to marszu do wytypowanej chatki z kompasem w ręku na azymut, pokonując tę trasę niemal "na ślepo". Przez kilka dni doświadczyłem też nietypowych warunków dla tej pory roku tj. dodatnich temperatur powietrza, co sprawiało, że mimo założonych szerokich nart grzęzłem w mokrym śniegu czasami nawet na głębokość jednego metra oraz przechodziłem na nartach po spękanej tafli jezior omijając przy tym liczne oparzeliska. Ponieważ część mostów śnieżnych na rzekach zapadła się wtedy pod własnym ciężarem albo sprawiała wrażenie zbyt niebezpiecznych do przejścia, musiałem przenosić pulki z całym ekwipunkiem na drugi brzeg brodząc przy tym w butach narciarskich w lodowatej wodzie.
Na trasie, a zwłaszcza w turystycznych chatkach spotkałem wielu narciarzy wędrujących po parku na nartach przełajowych lub biegowych z pulkami albo jedynie z plecakami. Co ciekawe, większość z nich stanowili Czesi, ale spotkałem tu też wielu Finów oraz kilku Polaków, Brytyjczyków, Niemców, Duńczyków i Hiszpanów. Mieli oni różne doświadczenia i pomysły na realizację wielodniowych wędrówek na nartach. Używali też zimowego sprzętu różnych producentów i często stosowali własne, czasami bardzo oryginalne rozwiązania techniczne ułatwiające wędrówkę. Stąd, dla mnie te kontakty stanowiły prawdziwą kopalnię wiedzy. O długich nocnych rozmowach o wszystkim i o niczym przy świecach i trzaskach palącego się drewna w piecu, które na pewno na długo utkną mi w pamięci, nie wspomnę, bo to jest już temat na zupełnie inną opowieść.

Mapa Finlandii z zaznaczoną lokalizacją parku narodowego Urho Kekkonena (źródło: Internet).

Na lotnisku w Gdańsku na chwilę przed odprawą.

W Kiilopää. Pamiątkowa fotka w miejscu rozpoczęcia trekkingu na nartach.

Tradycyjna lapońska chatka (dziś jest to już tylko atrakcja turystyczna).

Przez pierwsze kilkanaście kilometrów szlaki zimowe są oznakowane i dobrze przetarte.


Im dalej od miejsca rozpoczęcia wędrówki, tym było wyżej i mniej drzew.
Krótki filmik nr 1.






Chatka turystyczna Rautulampi.








Ciekawe, czy znajdą się dziś chętni, by złamać ten zakaz :-)




Chatka turystyczna Lankojärvi.



Przyszła odwilż. Śnieg stał się mokry i grząski, na jeziorach pojawiły się niebezpieczne oparzeliska i zapadła się większość śnieżnych mostów przez rzeczki.

Oparzelisko na jeziorze.




W wyniku odwilży pozapadała się większość mostów śnieżnych.

I po przeniosce. Od tej pory już wiem, że buty narciarskie nie są wodoszczelne.






Chatka turystyczna Porttikoski.











Krótki filmik nr 2.







Dziś będziemy maszerować razem, w trójkę.


Dzisiejsza trasa jest wyjątkowo wymagająca.
Krótki filmik nr 3.



Chatka turystyczna Suomunruoktu.


Fotka z ukrycia.

Od zawsze uważam, że na dłuższych wyprawach fryzjer jest równie potrzebny jak kucharz :-)





Chatka - muzeum. Wewnątrz znajdują się ciekawe eksponaty Saamów, rdzennej społeczności zamieszkującej Laponię.


Szałas. Pozostawione ślady jednoznacznie wskazują na to, że jest on często używany jako miejsce noclegu.

Rozpętała się zamieć śnieżna. Wkrótce widoczność spadła do kilkudziesięciu metrów.



Krótki filmik nr 4.
Krótki filmik nr 5.

Chatka turystyczna Niilanpää.





Ostatni nocleg w parku narodowym Urho Kekkonena przy skwierczących polanach. Tej nocy miałem całą chatkę tylko dla siebie.


W drodze powrotnej do cywilizacji.


Powrót do hotelu w Kiilopää po dwóch tygodniach wędrówki.

Kąpiel w lodowatej wodzie 250 km za kołem polarnym.

Ostatniej nocy mojego pobytu w Laponii pojawiła się zorza polarna.






   


Fińska Laponia widziana z okna samolotu.