Trekking szlakami turystycznymi Nowej Zelandii, 2024
Nowa Zelandia to fantastyczny kraj do zwiedzania zarówno dla entuzjastów turystyki aktywnej, miłośników dzikiej przyrody jak i poszukiwaczy endemicznych gatunków fauny i flory. Jej powierzchnia jest wprawdzie nieco mniejsza od terytorium Polski, ale za to jest znacznie bardziej zróżnicowana. Znaleźć tu można góry o charakterze alpejskim, czynne i wygasłe wulkany, lodowce, fiordowe wybrzeża, skaliste brzegi oceaniczne, dzikie plaże z piaskiem w kolorze złota, roślinność strefy podzwrotnikowej z lasami deszczowymi i paprociami wysokości drzew oraz egzotyczne wysepki zagubione gdzieś na oceanie. Około 80% gatunków roślin Nowej Zelandii stanowią gatunki endemiczne tj. nie bytujące nigdzie indziej. Żyje tu także kilkadziesiąt endemicznych gatunków zwierząt, w tym ptaki, nietoperze, gady i owady.
W Nowej Zelandii jest niezliczona ilość szlaków wytyczonych do uprawiania turystyki pieszej, zaczynając od tras jednodniowych a kończąc na trasach długodystansowych. Te najbardziej spektakularne wpisane są na listę o nazwie Great Walks of New Zealand. Wszystkie turystyczne szlaki są bardzo dobrze przygotowane dla odwiedzających, wiodą przez najciekawsze rejony kraju pokazując ich osobliwości i zawsze dostarczają mnóstwo malowniczych widoków.
Oprócz turystyki pieszej bardzo dobrze rozwinięte są też inne dziedziny aktywności turystycznej: kajakarstwo, jachting, rejsy statkami wycieczkowymi, wędkarstwo, widokowe przeloty samolotami lub helikopterami, narciarstwo zjazdowe,... Cała infrastruktura turystyczna, zaczynając od centrów informacji poprzez bazę noclegową a kończąc na biurach podróży, jest łatwo dostępna i funkcjonuje tu bardzo sprawnie.
Żeby w miarę dokładnie poznać Nową Zelandię trzeba przeznaczyć na to co najmniej dwa miesiące intensywnego zwiedzania zakładając przy tym sprawne przemieszczanie się z miejsca na miejsce własnym autem. Warto mieć to na uwadze planując wyjazd do tego kraju.
Jednak wśród sympatyków funkcjonowania zgodnie z naturą i uważnych obserwatorów otaczającego środowiska naturalnego kilka rzeczy wzbudza konsternację. Oto one:
1. Różnica czasu wynosi 10 godzin, czy jak kto woli 14 godzin. Jakby nie patrzeć, jak w Polsce jest dzień to tam jest noc i na odwrót. Potrzeba trochę czasu, żeby się przestawić.
2. Słońce w Nowej Zelandii wschodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie, czyli tak jak w Polsce. Jednak przemieszcza się po północnym nieboskłonie, stąd w południe znajduje się na północy. Z tego powodu, idąc turystycznym szlakiem co chwila dochodził do mojej podświadomości sygnał, że idę w kierunku przeciwnym do zamierzonego.
3. Z Polski wylatywałem na początku kwietnia, gdy brzozy wypuściły młode, jasnozielone listki a lasy były pełne zawilców. W Nowej Zelandii była wtedy zaawansowana jesień - brzozy zgubiły już niemal wszystkie liście i z dnia na dzień coraz wcześniej nastawał zmrok.
4. Ruch w Nowej Zelandii jest lewostronny. Oznacza to między innymi to, że auta na ulicy najczęściej pojawiają się z najmniej oczekiwanego kierunku. Jest to niebezpieczne zwłaszcza jeśli przechodzi się ulicę poza namalowanymi pasami. A co gorsza, piesi na chodnikach, w drzwiach sklepowych i na szlakach turystycznych też starają się chodzić lewą stroną, przez co setki razy byłem na kolizyjnym torze z osobą nadchodzącą z naprzeciwka często dopiero w ostatniej chwili unikając zderzenia.
5. Większość gatunków roślin jest tu endemiczna i siłą rzeczy różni się od naszej roślinności. Rzuca się w oczy to, że wysokie drzewa mają na ogół malutkie listki. Zwierzęta też są inne - na ogół mało płochliwe i bardziej zainteresowane obecnością człowieka. Wokół słychać zupełnie inne odgłosy ptaków, a lasy na ogół intensywnie pachną czymś co kojarzy się z mieszanką przypraw do tłustych mięs i sosów. Funkcjonowanie tutejszych lasów deszczowych zarówno za dnia jak i w nocy to już zupełnie odrębna opowieść.
Przeloty i przejazdy
Już sam przelot do Nowej Zelandii i przemieszczanie się po tym kraju jest osobnym, wartym wyróżnienia wydarzeniem. Sumarycznie odbyłem 10 lotów (Gdańsk - Londyn - Guangzhou - Auckland - Queenstown - Christchurch - Nelson - Wellington, Auckland - Guangzhou - Londyn - Gdańsk) oraz 8 długodystansowych przejazdów autobusami. Łącznie w przestworzach spędziłem dwie i pół doby i tyle samo tocząc się na kołach po asfalcie i po górskich szutrowych drogach.

Na pokładzie samolotu.

Z Londynu do Guangzhou w Chinach, czyli pierwszy odcinek długodystansowego lotu.


Nad Wuhan znanym z wybuchu epidemii Covid-19. Na szczęście lot odbywał się na wysokości 12 km nad miastem a temperatura powietrza na zewnątrz wynosiła wtedy -55 stopni C.

Z Guangzhou w Chinach do Auckland w Nowej Zelandii, czyli drugi odcinek długodystansowego lotu.


Dopiero na pokładzie samolotu znalazłem czas by pierwszy raz w życiu obejrzeć Hobbita, który był kręcony w bajecznej scenografii nowozelandzkiej przyrody. Dla ułatwienia napisy do filmu były w języku... chińskim ;-)

W drodze powrotnej podczas przesiadki na lotnisku Guangzhou zostałem zatrzymany "do wyjaśnienia". Finalnie, po dwóch godzinach spędzonych w niepewności okazało się, że podejrzanie wyglądał mój turystyczny palnik gazowy włożony do bagażu rejestrowego. Był on zapakowany do metalowego kubka, który znajdował się w metalowym garnku a ten z kolei mieścił się w metalowej misce umieszczonej na metalowej pokrywce od garnka. Najprawdopodobniej tak specyficznie przygotowany pakunek wzbudził podejrzenia podczas prześwietlania bagażu.
Mniej szczęścia miał zatrzymany razem ze mną pewien Filipińczyk, z którym zdążyłem się w międzyczasie zaprzyjaźnić. Przyprawy do potraw, które przewoził w walizce, nie przeszły pozytywnie weryfikacji.
Queenstown
Według mnie jest to najładniejsze miasto (a w zasadzie miasteczko) w Nowej Zelandii. Jest położone nad wielkim, górskim jeziorem i jest otoczone stromymi zboczami wysokich szczytów. Posiada wyjątkowo bogatą ofertę dla podróżników, ma niezwykły urok i niezapomnianą turystyczną atmosferę oraz tętni bogatym nocnym życiem.







Na szlakach turystycznych Greenstone Track i Caples Track
Obydwa szlaki wiodą dolinami rzek o tych samych nazwach zakreślając pętlę. Dominują tu lasy deszczowe z drzewostanem bukowym oraz rozległe trawiaste równiny. Jest to jedno z niewielu miejsc w Nowej Zelandii, gdzie żyją endemiczne ptaki takahe skrajnie zagrożone wyginięciem, których w całej Nowej Zelandii jest obecnie niecałe 500 osobników (udało mi się sfotografować jednego osobnika - fotka na końcu tej sekcji).







Kakaruwai, czyli nowozelandzki rudzik.






Po przejściu podmokłych łąk.


Ta kładka to najlepszy środek przeczyszczający, jaki znam. Działa na każdego najpóźniej po 3 minutach ;-)

Takahe. Endemiczny gatunek ptaka nielota skrajnie zagrożonego wyginięciem. Szacuje się, że obecnie w Nowej Zelandii żyje mniej niż 500 osobników tego gatunku. Trzeba mieć wyjątkowe szczęście, by go spotkać i sfotografować w naturalnym środowisku.
Na turystycznym szlaku Routeburn Track
Główna część szlaku prowadzi grzbietami nowozelandzkich Alp Południowych. Długie odcinki na początku i na końcu wiodą zaś przez pierwotne lasy deszczowe porastające górskie doliny. Całość znajduje się pod ochroną Parku Narodowego Fiordland, który jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Szlak cechuje się zwłaszcza przepięknymi widokami na górskie szczyty o charakterze alpejskim. Mnie jednak bardziej urzekły obserwacje lasów deszczowych z omszonymi drzewami i skałami a zwłaszcza ich nocne funkcjonowanie.
Ze względu na swoje atuty, szlak znajduje się na krótkiej i elitarnej liście Great Walks of New Zealand.






Whio - endemiczne kaczki krzywonose żyjące tylko w Nowej Zelandii. Zagrożone wyginięciem. Szacuje się, że do czasów obecnych przetrwało jedynie 2 500 osobników.




Kakaruwai, czyli nowozelandzki rudzik odpoczywający na moim śpiworze.

Ironman – coroczny, ekstremalny maraton organizowany na szlaku Routeburn Track. Są to 32 km morderczego biegu. Już samo patrzenie na wycieńczonych zawodników było wyczerpujące. Mi przejście tego odcinka zajęło całe trzy dni i jedną niezapomnianą noc, a oni go pokonują zaledwie w ciągu kilkunastu godzin.

Większość zawodników w tym maratonie stanowiły kobiety.





Na turystycznym szlaku Abel Tasman Coast Track
Jest to szlak wiodący w całości wzdłuż oceanicznego wybrzeża, które jest tu bardzo urozmaicone. Spotkać tu można pionowe ściany skał wpadające prosto do oceanu, dzikie, piaszczyste plaże, urocze zatoczki ze skalnymi wysepkami oraz bujną roślinność podzwrotnikową. Szlak wpisany jest na listę najciekawszych szlaków Nowej Zelandii - Great Walks of New Zealand.

Tak dostałem się do najbardziej odległego punktu szlaku wiodącego wzdłuż oceanicznego brzegu. Stamtąd wracałem już pieszo aż do miejsca startu.




Modrzyk ciemny - ptak nielot zamieszkujący Nową Zelandię, Papuę Nową Gwineę i Australię.





Weka - endemiczny gatunek ptaka nielota zamieszkującego Nową Zelandię. Jest zagrożony wyginięciem.







Przejście przez 2 sąsiadujące ze sobą ujścia rzek podczas fazy odpływu wód oceanicznych. Jest to możliwe tylko 2 razy w ciągu każdej doby w ściśle określonym czasie.


Sprowadzona do Nowej Zelandii przepiórka kalifornijska.

Piwakawaka czyli nowozelandzka wachlarzówka.

Torea tai czyli ostrygojad.


Przejście przez kolejną rzekę podczas odpływu.



Weka zwana też maoryską kurą zwiedzająca mój plecak w poszukiwaniu jedzenia.



Zatoka Anchorage. Ze względu na nieduże głębokości wody często na niej kotwiczą różnego rodzaju mniejsze łodzie.
Na turystycznym szlaku Tongariro River Trail
Jednodniowy szlak biegnący wzdłuż rzeki Tongariro przez lasy bukowe z kalifornijskimi sekwojami, krzewami manuka i okazałymi paprociami. Ulubione miejsce dla wędkarzy łowiących pstrągi. Rozpościerają się stąd ładne widoki na góry Parku Narodowego Tongariro.










Na tym drzewie szyszki wyrastają prosto z pnia.

Ciekawe czy są równie smaczne jak w Polsce? ;-)


Pierwsze dni maja. W Polsce wiosna w rozkwicie a w Nowej Zelandii jest już zaawansowana jesień.

Nie wszystkie drzewa jednak mają zwyczaj gubienia liści na zimę, stąd takie kontrastujące obrazki.
Na szlaku turystycznym Tongariro Alpine Crossing
Szlak turystyczny wiedzie przez park narodowy Tongariro, który jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest uważany za najładniejszy jednodniowy szlak Nowej Zelandii i jeden z dziesięciu najładniejszych na świecie. Na trasie znajdują się trzy stożki aktywnych wulkanów, rozległe pola zastygłej lawy, jeziorka wulkaniczne w kolorach szamragdowych lub niebieskich oraz fumarole czyli otwory, z których wydobywa się chlorowodór, dwutlenek siarki i para wodna. Szlak znajduje się na liście Great Walks of New Zealand.

Ngauruhoe - największy z trzech czynnych wulkanów. Przez ostatnie 150 lat wybuchał aż 60 razy.











Temperatura tych wyziewów wynosi około 900 stopni Celciusza.




To się przytrafiło przedostatniego dnia wieczorem. Na szczęście taśma Mc Gyver czyni cuda :-)
Rozmaitości

Warty polecenia pomysł z Queenstown. Znacznie ułatwia przewóz rowerów i poprawia bezpieczeństwo pasażerów w autobusie. Tylko ta jazda lewą stroną...

Piętrowy parking na rowery w Nelson.

Słońce w Nowej Zelandii przemieszcza się po północnym nieboskłonie, stąd w południe znajduje się na północy.
Fotka powyżej przedstawia proste stanowisko astronomiczne, gdzie zegarek w smartfonie wskazuje godzinę 12:00 w południe. Natomiast patyk rzuca cień od Słońca, będącego wtedy na północy, w kierunku przeciwnym tj. na południe. Potwierdzają to strzałki na kompasie.
(Kierunek cienia i kierunek południowy strzałki na kompasie nie pokrywają się ze sobą w 100%. Wynika to z faktu, że kompas wskazuje biegun magnetyczny a cień patyka - biegun astronomiczny. Poza tym, Nowa Zelandia ma jedną wspólną strefę czasową dla całego obszaru, co jest kolejną przyczyną rozbieżności (dla przykładu w Polsce, gdzie też jest jedna strefa, jest 40 minutowa różnica między czasem na wschodniej i na zachodniej granicy państwa)).

Nowa Zelandia to królestwo paproci. Jest ich wiele gatunków. Niektóre z nich są wysokości drzew. Powyżej zestaw kilku różnych gałązek zerwanych w jednym miejscu na szlaku Abel Tasman Coast Track.

Nowozelandzkie wino Toi toi. Ze względu na nazwę polecane tylko dla zdesperowanych ;-)

Polski produkt na nowozelandzkim stole to prawdziwa rzadkość.